Trening w styczniu, czyli jak przetrwać zimę

Styczeń. Jest to okres, w którym profesjonalni zawodnicy już robią długie treningi, a kolarze amatorzy kończą okres ogólnorozwojowy i coraz częściej siadają na rower. Trudność treningu w tym okresie to właściwie wyłącznie objętość, bo intensywności prawie nie ma.

Jeśli chodzi o kolarzy bez licencji, to można ich podzielić na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy uważają, że wyjście na dwór to gwarantowane przeziębienie i jedynym słusznym rozwiązaniem w obliczu zimy jest… trenażer. Druga grupa, ci bardziej odważni, wychodzą na zewnątrz i „nabijają kilometry”. Dla mnie jazda na rowerze jest równoznaczna z wyjściem na zewnątrz, ale – nie ukrywam – są dni, gdy trzeba zostać w domu. Podstawą decyzji, czy wyjść na zewnątrz, czy nie, jest zdrowy rozsądek. Jazda przy dwudziestostopniowym mrozie, w zimny deszczowy dzień lub gdy mamy gołoledź, nie ma sensu. Aczkolwiek, w pozostałych przypadkach 90% sukcesu to ubranie (którego cena wcale nie musi mieć trzech cyferek). Choć częstym problemem są marznące dłonie i stopy, można im dość łatwo zapobiegać. W takim przypadku należy co jakiś czas robić wymachy rąk, poprawiając w nich krążenie krwi. A co do stóp – jest jeszcze prościej. Zanim całkiem skostnieją i zmarzną, wystarczy zeskoczyć w roweru i przebiec 200-300m w dość żwawym tempie. Oczywiście, najcieplej jest w terenie, gdzie prędkości są znacznie mniejsze niż na asfalcie, a na nierównej i śliskiej drodze z ubitej ziemi w pracę angażuje się o wiele więcej mięśni. Trenując na dworze poprawia się odporność.

Jednak jeśli z jakichś względów muszę zostać w domu i kręcić w miejscu, to wybieram „rolkę” (czyli trenażer rolkowy – przyp. red.). Trening nie jest tak nużący i nudny, jak w przypadku klasycznego trenażera, bo trzeba cały czas utrzymywać równowagę, a przy okazji poprawia się kadencja, szybkość pedałowania. Trenażera używam wyłącznie do treningu siłowego, czyli kręcenia ze sporym oporem i raczej powoli.

    Ogólnie naprawdę zalecam trening na dworze, gdy tylko jest to możliwe. Oprócz pewnych oczywistych wad, można też popełnić bardzo szkodliwe dla naszego zdrowia (i efektywności) błędy, m.in.:

  1. zbyt wysoka intensywność – mamy przecież budować wytrzymałość;
  2. przegrzanie – grozi odwodnieniem i przeziębieniem;
  3. brak zmiany pozycji, ucisk krocza – mówi samo za siebie;
  4. utrudniona praca nad wytrzymałością – kręcić w miejscu przez 2-3 godziny i to w jednakowym tempie potrafią tylko nieliczni;
  5. zmniejszenie odporności i poziomu zahartowania organizmu – łatwo o przeziębienia na pierwszych wiosennych treningach;
  6. spadek techniki – jeżdżąc w miejscu ćwiczymy… jazdę w miejscu.

W styczniu i lutym należy skupić się głównie na wytrzymałości, trening ma być „w tlenie”, czyli nie możemy wchodzić na tętno wyższe niż 70% naszego tętna maksymalnego. Z czasem dojdą też lekkie treningi z niską kadencją, treningi z wysokim obrotem, a także pierwsze tempówki, co prawda mniej intensywne, ale dłuższe.

Autor: Tomasz Bala. Red.: Atol Bike

BIG BANG, czyli jak powstał Trek

Często wielkie sprawy zaczynały się od małych przygód, czy nawet od prostych, codziennych decyzji. Tak na przykład Trek – powstał po tym, jak ojciec zapowiedział synowi wycieczkę rowerową i nabył dwa dwukołowce. Potem za jakiś czas oswiadczył (ten sam ojciec), że kupił sklep rowerowy. A niedługo potem zauważył, że w USA nie ma rodzimego producenta dobrej jakości rowerów wyścigowych. Nisza znaleziona? Rynek podbity!

Może i nam się uda pójść podobną drogą? Nowy rok dopiero się zaczyna, możliwości rosną wraz z każdym kolejnym sezonem, kolarze jeżdżą coraz szybciej i mocniej… Walka o zwycięstwo wciąż trwa!

Ale patrząc okiem praktyka – jeśli firma zrodziła się z miłości do rowerów, to musi to być firma, która nie hołduje żadnym kompromisom. Czy tak jest w przypadku Treka? Przeczytajcie historię, przyjdźcie pojeździć, porozmawiać i… sami zdecydujecie. Może ciepła kawa/herbata w sam raz postawi was na nogi wśród tych mroźnych dni?

http://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/inside_trek/heritage_global/ – Narodziny Treka, czyli jak zbudować coś wielkiego.

Nowy team, nowy sprzęt

Szykuje się mocny sezon! Merida dokłada do pieca – co prawda już od dłuższego czasu – ale od trzech godzin mamy już możliwość obejrzeć zdjęcia z konferencji, na której prezentowano plany i możliwości Bahrain Merida Pro Cycling Team. A co za tym idzie – możemy się spodziewać ciągłego i jeszcze lepszego rozwoju technologii i naszych dwukołowców. Zapraszamy na stronę facebookową Merida Bikes, a krótką zajawkę wrzucamy pod linkiem!

https://pl-pl.facebook.com/MeridaBikes/posts/1382307205144922

atolbike8-01-2016

Baran Cycling? Atol Bike!

Cycling, nie cycling, kręcić się będzie! Panie i Panowie! Mamy przyjemność ogłosić, że zostaliśmy oficjalnym sponsorem i partnerem klubu kolarskiego Baran Cycling. Zaszczyt tyleż doniosły, co nieoczekiwany – tej zimy śnieg faktycznie nie dopisywał, żadne znaki na niebie i ziemi nie zdawały się wskazywać na zaistnienie takiej sytuacji. Pozostaje nam tylko życzyć szczęścia i mocnej nogi na nadchodzący sezon wszystkim Baran-cyklistom (a może Baran-kolarzom? Baranarzom? Kolaranom?), walczymy dalej z zimą!

PS Na grafice projekt koszulki nowej drużyny. Warto dodać, że innym partnerem Baran Cycling jest portal Wydolnosc.pl (świetna rzecz dla ludzi traktujących sport poważnie!), który prowadzi – również wspierany przez nas – Tomek Bala (możecie o nim poczytać w zakładce „Team Atol Bike”.

barancycling_wzor_spons_2017_view_29112016_f

Wesołych Świąt!

Z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia składamy wszystkim naszym klientom i tym, którzy pilnie śledzą nasze internetowe poczynania. Oby wam się noga kręciła szybciej i mocniej, oby waga nie wzrastała, gdy mięsień nie rośnie, no i żeby rowery służyły do samego końca… kariery.

Ale oprócz tego – życzymy Świąt w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Dobrych dyskusji, miłości i szczęścia. Nie tylko na rowerze, w „zwykłym” życiu też. Jeszcze raz – najlepszego!

Christmas tree with bike

Konkurs Meridy. Graj, wygrywaj i trenuj!

Na zimowe pocieszenie Merida ogłosiła konkurs! Coś w sam raz dla zapaleńców, którzy uwielbiają przemierzać puste o tej porze roku góry. Co trzeba zrobić? Wystarczy, że sfotografujesz rower Meridy na… podjeździe. A kiedy już to zrobisz, przesyłasz zdjęcie pocztą elektroniczną na adres konkurs@merida.pl. Do wygrania jest wyjątkowy kalendarz ze zdjęciami najważniejszych kolarskich podjazdów na świecie!

Dlaczego warto wziąć udział? Choćby dlatego, że to kolejna dobra okazja, żeby wymknąć się na rower i zgarnąć kalendarz na nadchodzący rok – będzie go można potem wypełnić zapiskami „Dziś tempówki” albo „Wytrzymałość 5 godz.”. Można to zatem potraktować jak inwestycję w nowy sezon. Albo po prostu dobrą zabawę z kumplami na rowerach lub samotnie wśród pagórzastej ciszy.

Zapraszamy do udziału!

Atol Bike wspiera. Tomasz Bala

Postanowiliśmy sprawdzić, co słychać u naszego eksportowego zawodnika – Tomka Bali – którego od jakiegoś czasu dumnie wspieramy. Nie cichną echa jego znakomitego wyniku, jaki osiągnął na zawodach przełajowego Pucharu Polski – plasował się tam na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej, a sądząc po informacjach, których nam udzielił, tej zimy możemy spodziewać się więcej podobnych wieści.

Tak przy okazji, to facet szybki jest nie tylko na rowerze – kiedy z nim rozmawialiśmy, na pytania odpowiadał w tempie karabinu maszynowego. Pracując w telesprzedaży, zrobiłby karierę! Ale naszym zdaniem rower to lepszy wybór i sposób na życie. Kto jeździ, ten wie dlaczego, z kolei kto nie jeździ, po prostu nie czyta tego tekstu.
Zatem dzwonimy do Tomasza. Nie odbiera. No nic! – spróbujemy później. Ale nie, oddzwania. Najpierw słychać szum wiatru, coś trzeszczy, przebija się głos…

„Jestem na treningu, jedziemy z chłopakami.”

Kurczę, deszcz leje, ciemno, a on na treningu? Ta demokracja to faktycznie kuleje w tym kraju, skoro kolarz musi się skradać po nocach, żeby potem coś wygrać. Mija jednak godzina i Tomek oddzwania po raz drugi:

„No jestem!”

Świetnie! Przechodzimy do pytań, na początek standardowe „Co słychać?”. Oj ludzie! – u niego tyle słychać, że gdybyśmy przytoczyli całość to chyba wszystkie internety świata by się pokończyły, żeby to opisać. Uderzamy więc w kierunku trzeciego miejsca w Pucharze Polski: „Gratulacje, cały czas jesteśmy pod wrażeniem, Tomek!”.

„No tak! Ale teraz spadłem w generalce na szóste miejsce. Niestety ostatnie wyścigi to ciągłe defekty, nie jestem zadowolony. Przyjeżdżałem na metę zdecydowanie poniżej oczekiwań”

Dodajmy, że „poniżej oczekiwań” to miejsca szóste, dziewiąte… Że słabo? Nam słabo! Pytamy dalej: „Zaczynałeś kilka lat temu od Pucharu Polski XC. Jak wspominasz tamten czas?”

„Cóż, wtedy to było inne ściganie. Właściwie walczyłem, by dostać jak najmniej dubli. Ale dobrze wspominam te czasy i jestem dumny np. z tego, że miałem wówczas okazję rywalizować z Markiem Galińskim. Myślę, że tamte starty bardzo mi się przydały”

Walka z dublami zamiast z przeciwnikiem i… duma z rywalizacji z Panem Galińskim? Zapytaliśmy Tomka, co ma na myśli.

„Doświadczenie. Z perspektywy czasu widzę, że za bardzo się spinałem (śmiech). Teraz podchodzę do wszystkiego spokojniej, czuję się mocniejszy mentalnie i fizycznie.”

To prawda, facet przez tydzień wykręca tyle energii, ile przeciętne liceum na WF-ie w ciągu miesiąca. Ale to nie koniec – pomaga też innym w budowaniu formy.

„Tak… Już teraz myślę o tym, co będę robił w przyszłości. Na pewno zostanę przy kolarstwie. Zainwestowałem trochę w sprzęt diagnostyczny dla sportowców, układam plany treningowe wielu zawodnikom. Wam też pomóc (śmiech)?”

Zapałaliśmy entuzjazmem: „Jasne! Ale powiedz nam jeszcze o tych nieco bliższych planach. Twój sezon to?”

„Przełaje. Mam o wiele większe ambicje niż moje obecne 6 miejsce w Pucharze Polski. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że np. Marek Konwa, lider Pucharu, jest obecnie najmocniejszy i poza zasięgiem, ale w jego okolicach jest jeszcze sporo miejsca. Zamierzam startować we wszystkich edycjach i zobaczymy, co będzie. Jestem dobrej myśli, o swoją formę się nie martwię, więc jeśli będą mnie omijały defekty…”

„To trzymamy za słowo!” – wyrwało się nam – „Powodzenia zatem! I dzięki za rozmowę. Może niedługo znowu sprawdzimy, co u ciebie?”

Tomasz się zgodził. Także będziemy co jakiś czas dowiadywać się, jak mu idzie w rywalizacji z najlepszymi. A my w tym czasie spróbujemy… po prostu przetrwać zimę.

Na zdjęciach Tomasz – z najwierniejszą ekipą i kumplami.

tandemy

208a2075

Scultura 6000 Runner Up. Drugi rower roku!

Niektórzy zachodzą w głowę, jak by to było być mistrzem świata – najlepszym ze swojego gatunku w danej dyscyplinie, bezkompromisowo bezkonkurencyjnym, na samym szczycie. Czy wtedy jest się szczęśliwszym? Albo może jest więcej pieniędzy? „Mistrz świata” – same te słowa brzmią dumnie!

Dziś możemy wam pokazać coś, co w tym roku osiagnęła Merida. A konkretnie – Scultura Disc 6000. Została mianowana drugim rowerem roku 2016! Niektórzy mogą pomyśleć: „Drugi? No to pewnie dobry, ale to jaki jest ten pierwszy?”. Otóż, drogi Czytelniku, żeby twojej ciekawości uczynić za dość, musielibyśmy pisać długo, dużo i o tym, co nas bezpośrednio nie dotyczy. Pokażemy Ci jednak, co to znaczy „drugi rower roku”.

Wyobraź sobie – świat składa się z wody i ziemi, a na jego powierzchni żyje 7 miliardów ludzi. Niech co dziesiąty obywatel świata jeździ rowerem, jakimkolwiek i gdziekolwiek. To daje nam ok. 70 000 000 rowerzystów z ich rowerami. A co z maszynami, które stoją w szeregach pośród hal sklepów rowerowych i nie mają właścicieli? A co z maszynami, które są już na złomowiskach? Co z rowerami, które pojeździły dwa sezony w ProTour i zostały wymienione na nowe? Co z kupionymi rowerami, na których dzieci jednak nie chciały jeździć?

Każdy rower, każdy model roweru, to inny pomysł. Inna idea. Inne malowanie. Każdy z nich to czyjaś wizja i serce włożone w projektowanie, składanie i promowanie. Jeśli więc przyjmiemy, że rowerów na świecie jest ok. 70 000 000 – to co najmniej 10 razy tyle było pomysłów, ulepszeń i patentów, które zarzucono bądź wdrożono.

I teraz nadchodzi moment, w którym Merida wypuszcza Sculturę Disc 6000. Rower szybki, zwrotny, pewny i wygodny, na dodatek trwały, w pełni profesjonalny na wysokim osprzęcie. Projekt podparty badaniami i dotychczasowymi osiągnięciami koncernu. Dzieje się coś niezwykłego – ten model staje się drugim rowerem roku 2016. Drugim z pośród tych 70 000 000 innych rowerów, spośród tych 7 000 000 000 innych koncepcji i pomysłów. Drugim – ale drugim najlepszym.

Zatem, Czytelniku, czy teraz cieszysz się z nami z tego drugiego miejsca? Jeśli szukasz potwierdzenia – wpadnij do sklepów, porozmawiamy, może się przejedziesz? Rowery czekają!

scultur-6000

Rower-prowokator

prowokacja:

  1. podstępne działanie mające na celu nakłonienie kogoś do popełnienia zgubnego dla niego czynu; podżeganie, podjudzanie, podburzanie;
  2. przenośnie: zachowanie mające na celu zaszokowanie kogoś, wywołanie w kimś jakichś emocji lub zachowań, których na co dzień nie wykazuje;
  3. w prawie: nakłanianie jakiejś osoby do popełnienia przestępstwa w celu doprowadzenia do wszczęcia przeciw niej postępowania karnego.

Taką małą dygresją zacznijmy opowiadać o Treku CrossRip. Dlaczego prowokator? Skąd taki pomysł? Osoby, które miały okazję na nim pojeździć wiedzą, w czym rzecz. Ale po kolei.

Po pierwsze, to jeden z tych rowerów do wszystkiego, dzięki którym oszczędza się pieniądze (bo jest jeden rower, a nie trzy różne), czerpie się bardzo dużą przyjemność z jazdy dzięki odpowiedniej – na sezon 2017 specjalnie zmodyfikowanej – geometrii ramy, a przede wszystkim dojedzie się wszędzie bez większego problemu. Śnieg czy deszcz przestają być ograniczeniami, bo maszyna ma otwory na zamontowanie błotników, ale to jej wąskie koła robią z niej prawdziwego poskramiacza terenu. A gdy teren się skończy, nagły STOP też problemem nie jest – hamulce tarczowe w tym rowerze są bardzo stanowcze.

Ale co z tymi, którzy po prostu szukają modelu na dojazdy do pracy? Ich także CrossRip nie zawiedzie! Na pewno poczują ulgę, gdy mknący przez miasto spóźnialscy nagle zaczną przybywać nawet za wcześnie, a punktualni będą mogli posiedzieć w domu kwadrans dłużej i napić się naprawdę dobrej kawy lub porozmawiać z rodziną. Kondycja też może skoczyć w górę – im lepszy rower, tym równiej jedzie i wysiłek jest stabilny. A tylko taki wysiłek jest w stanie zbudować naszą wytrzymałość.

Teraz coś o prowokacji – tytułem zakończenia. Bo jak tu zdecydować teraz, czy iść na trening, czy jednak jechać do pracy, czy połączyć jedno z drugim? A może w ogóle pojechać w pobliskie pagórki i tam dać upust adrenalinie, pędząc CrossRipem przez wąwozy? Bo też jak go w końcu użyć… żeby sobie użyć?

1378000_2017_a_2_crossrip_3