Jesienne promocje!

Powoli kończy się sezon 2019, dzień coraz krótszy, jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia związane z rowerem, nadchodzi więc czas, kiedy możemy sobie wszystko spokojnie poukładać. I może przemknie nam po głowie np. to, że można by coś zmienić w swoim rowerze, by w przyszłym roku siodełko bardziej pasowało, ręce mniej bolały, żeby udało się wjechać tam, gdzie próbowaliśmy, ale coś nie poszło. A może, po prostu pójść na całość i porzucić swój dotychczasowy model "opieki" nad rowerem, przesiąść się z damki z koszyczkiem na "wyścigówkę', którą bułki z piekarni przywozi się do domu cieplejsze niż z pieca! Z naszą jesienną promocją naprawdę jest to możliwe! Poniżej zamieszczamy jesienną ofertę dotyczącą rowerów szosowych Trek 2019. Naprawdę warto się przyjrzeć i zrezygnować np. z wczasów w Egipcie. Lepiej zaplanować sobie przyszłoroczną wspaniałą przygodę z rowerem, niż dwutygodniową przygodę z zemstą faraona :-)

 

Emonda SL5

cena z 8 799.-  spada na 6 499.-

 

 

 

 

Emonda SL 6

cena z  10 999.-  spada na  7 999.-

 

 

 

 

Madone SL 6

cena z  17 999.-  spada na  13 999.-

 

 

Uwaga! Nowe kostiumy Atol-Bike nadchodzą!

Na rozpoczynający się nieubłaganie kolejny sezon, przygotowaliśmy nowy wzór teamowego stroju Atol-Bike, w dwóch wersjach kolorystycznych. Na zdjęciach umieściliśmy dwa wzory przekazane od producenta. W porównaniu do fotografii kolory mają być bardziej jaskrawe. Poprzednie stroje cieszyły się dość dużym zainteresowaniem, mamy więc nadzieję, że i tym razem znajdzie się równie liczna grupa chętnych do podróżowania w takich eleganckich szmatkach. Zapraszamy do naszych sklepów. Zamówienia będziemy przyjmować wyłącznie  na miejscu. Tam też ustalamy rozmiar, by za jakiś czas umówić się na przymiarki. Do zobaczenia!

 

 

Hiszpańskie intermezzo

Już tradycyjnie, na przełomie lutego i marca, wybraliśmy się na poszukiwania wiosny w głąb Europy. Oczywiście obraliśmy kierunek południowy, bo globalne ocieplenie jakoś opornie nadchodzi nad północne rejony naszego kontynentu, tak więc pomysł spędzenia tego okresu w np. Norwegii, na cyplu Nordkaap, musi jeszcze poczekać. Zebraliśmy zatem kilkuosobową ekipę, i wylecieliśmy do hiszpańskiej Walencji, by w rejonie oddalonym od niej o kilkadziesią kilometrów na południe zażyć nieco egzotyki. Zamieszkaliśmy w apartamencie nad samym morzem, z widokiem na wschodzące słońce, które tutaj, o tej porze roku, jest łaskawe dla śpiochów, i wschodzi dopiero tuż przed ósmą. Do naszej głównej atrakcji, czyli górskich przełęczy, dzieliło nas mniej więcej pół godziny jazdy. Za to jakiej! Kilometrami przedzieraliśmy się przez pomarańczowe i mandrynkowe gaje (wegetacja trwa tam przez cały rok), podziwialiśmy ogromne palmy, jakieś bambusowe krzaki, drzewka oliwkowe, limonkowe, cytrynowe. Musimy się też przyznać do pewnych czynów niecnych, mianowicie kradliśmy owoce. Kiedyś kradło się jabłka u księdza w sadzie, a teraz pomarańcze u Hiszpana. Ot, takie tam korzyści płynące z przystapienia do Unii. Jeżdżąc po przepięknych, wijących się pośród skał asfaltowych (i nie tylko!) drogach, z kieszeniami wypchanymi cytrusami, zachwycaliśmy się rozległymi widokami, co i raz ukazującymi się na szczytach gór warowniami, mniejszymi i większymi zameczkami, wieżami średniowiecznych kościołów i opactw. Zaglądaliśmy do pomniejszych miejscowości, by w spokoju i leniwej ciszy maleńkich kafejek dzielić się między sobą wrażeniami z przebytej drogi. Gadaliśmy o tym wszystkim, co widzieliśmy, o czystym, ciepłym powietrzu, o bardzo nieładnych przedstawicielkach miejscowej płci przeciwnej reprezentujących urodę i subtelności średniowiecznej cegły. Nie wiem, czym Hiszpania zawiniła Panu Bogu, że pokarał ją takimi niewiastami. Niemcom się należało, to jasne, ale tej cudownej, przyjaznej iberyjskiej ziemi, nie powinno to się przydarzyć! Szkoda, że wyjazdy nie trwają nigdy tyle czasu, ile by się chciało. Ledwie zasmakowaliśmy tego klimatu, a już trzeba było wracać. Ale wracaliśmy pełni pozytywnych wrażeń. Najważniejsze, że cel został osiągnięty - wypoczęliśmy, nabraliśmy nowych sił, na opalonych gębach zawitał - oby na jak najdłużej - szeroki uśmiech. Już teraz zaczynamy myśleć o wyprawie za rok. I już teraz, wszystkich odwiedzających tę stronę, pytamy: A może wybralibyście się z nami? Podobna eskapada to, naszym zdaniem, idealny przerywnik podczas trwającej u nas w nieskończoność zimy. A Dios, amigos!

 

Puchar Polski w przełajach - Kurów 2019

W sobotę 5 stycznia w Kurowie odbyły się Przełajowe Mistrzostwa Województwa Lubelskiego, będące jednocześnie oficjalną edycją Pucharu Polski. Nieczęsto zawody tej rangi goszczą w naszych okolicach, z tym większą radością i zaangażowaniem postanowiliśmy w nich uczestniczyć. Organizatorzy zasłużyli na ogromną pochwałę, wyznaczyli znakomitą trasę, którą mimo bardzo intensywnych opadów śniegu potrafili utrzymać w bardzo dobrym stanie i odpowiednio zabezpieczyć. Poza tym wszystkie zaplanowane wyścigi odbyły się zgodnie z przewidzianym harmonogramem, a to nie zawsze bywa standardem. Wokół imprezy, na tzw. "paddocku", pomimo zimna, panowała znakomita atmosfera, wszystkich częstowano  gorącą zupą, kawą herbatą i pysznymi ciastami; uczestnicy, goście i kibice mogli się więc poczuć jak u siebie w domu. Widać było, że organizatorzy włożyli w to przedsięwzięcie mnóstwo serducha. Brawo, panowie! Co do sportowych osiągnięć ekipy Atolbike, to ta w czteroosobowym składzie: Arek, Emil, Przemas i Wojtek - w kategorii amatorów zajęła miejsca tuż za podium. Patrząc na obsadę wyścigu, przyjmujemy ten wynik z zadowoleniem. Natomiast w głównej kategorii "elita" PP przydarzyła nam się miła niespodzianka - sponsorowany przez nas zawodnik Tomasz Bala stanął na drugim stopniu podium! Prowadził niemal do końca wyścigu, i widać było, że dał z siebie wszystko. Może gdyby miał troszkę większe ciśnienie w łańcuchu...  :-) Niemniej gratulujemy! I dziękujemy też wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do zaistnienia tej udanej imprezy. Do zobaczenia za rok?

Jazda wieczorem? Czemu nie!

Nowa kolekcja lampek Bontragera sprawia, że nawet najwieksze ciemności nie będą stanowiły problemu podczas jazdy rowerem nawet w bardzo zróżnicowanym terenie.
Na przykład najnowsza przednia lampka Bontrager Ion Pro o mocy 1300 lumenów pozwala na szybką jazdę w nocy nawet wąskim leśnym ścieżkami.


Kolekcja na 2019 rok

Merida - rowery zwycięzców

Niesamowity Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) pokazał co jest najpiękniejsze w zawodowym świecie kolarstwa. Fantastyczny, brawurowy, samotny atak zapewnił mu zwycięstwo w 109 edycji legendarnego wyścigu Mediolan-San Remo! Podziwiamy wspaniałe umiejętności Włocha, ale oczywiście swój spory wkład miał też rower używany przez Mistrza. W tym wyścigu Vincenzo startował na modelu Merida Reacto wyposażonym w osprzęt Shimano Dura Ace Di2 oraz koła Fulcrum Speed. Grupie Bahrain-Merida i sympatycznemu Włochowi gratulujemy wspaniałego sukcesu. My z tej okazji ogłaszamy promocję:

-10% na wszystkie rowery szosowe Merida do końca tygodnia (19-24 III) !!

Coraz krótszy dzień...

Bezpieczeństwo jest najważniejsze!
W dzień: by dać kierowcom więcej czasu na reakcję.
W nocy: żeby poruszać się bezpiecznie po ulicach, po czym wjechać w najciemniejsze szlaki i poruszać się po nich z maksymalną swobodą.
Przednie lampki Bontrager z serii ION oraz tylne Flare pozwolą Ci na to.
Nieważne jaka pora dnia, zadbaj o dobrą widoczność!
Oświetlenie od Bontragera

Merida. Gusty. Statystyki

Postanowiliśmy sprawdzić, jak Merida figuruje w różnych rankingach, statystykach, jak się o niej wypowiadają ludzie itd. W tym celu przejrzeliśmy kilkanaście stron interentowych, gdzie takie dane się pojawiły i oto, co z nich wyniknęło:

  1. Zdecydowany prym wiedzie Merida w rowerach crossowych. Mają one najwięcej opinii, są najlepiej odbierane i najczęściej polecane. Przy czym raczej sprawdza się to przy linii męskiej, nie damskiej. Kobiety również w sporej mierze wybierają Meridę, jednak to mężczyźni decydują o wysokich notach we wszelakich rankingach;
  2. Świetnie odbierana jest linia szosowa, przy czym raczej w środowisku kolarzy-amatorów niż w gronie zawodowców. Wynikać to może głównie z faktu, że zawodowcy W OGÓLE o rowerach wypowiadają się rzadziej, ponieważ z reguły nie kupują ich za własne pieniądze, a są sponsorowani. Bardzo dobre opinie mają wszystkie (aluminiowe i kar-bonowe) Scultury, bardzo chwalone są też Road Racey – tańsze modele, w sam raz do rekreacji i swobodnego trenowania;
  3. Jeśli chodzi o tę firmę i jej maszyny, to trudno o kiepskie recenzje. Może w dyskusjach na forach wypada to różnie (poodbnie jak wiarygodność owych dyskusji), ale gdy ktoś bierze konia ze stajni Meridy na warsztat, to dopiero wtedy docenia wszystkie jego zalety i smaczki konstrukcyjne. Bardoz ważną i... uczciwą zaletą jest np. zastosowanie tej samej geometrii we wszystkich modelach, niezależnie od przedziału cenowego. Dlatego przeciętny Kowalski, który po prostu postanowił nie wyrzucać pieniędzy w błoto i kupić sobie normalny, dobry rower, może poczuć się na nim tak, jak mistrz świata.

Wnioski krótkie i niewiele, ale dające do myślenia. Wziąć też należy pod uwagę, że w Internecie sprzedaje się o wiele mniej rowerów Meridy, niż stacjonarnie. Wg nas, mimo wszystko najlepiej dla rowerzysty jest wsiąść na dwukołowca, poczuć się w jego siodle i dopiero wtedy podejmować decyzję. Bo jeśli ktoś nie czuje różnicy między dwoma zbliżonymi modelami, to czemu miałby za nią płacić?

merida focia

Do wszystkich ojców

Dziś 23. czerwca. Wyjątkowy dzień dla wszystkich ojców, tatków i tatusiów. Z tej okazji przygotowaliśmy krótkie życzenia i jedną ciekawostkę!

Drodzy ojcowie,
choć wam na głowie
żar obowiazków czaszkę rozpala,
dziś odetchnijcie
i odpocznijcie
(jutro kolejna spłynie ich fala).
Drodzy ojcowie,
choć wam po głowie
niejedna i nieraz myśl trudna przeszła,
Znaczycie więcej
niż sto tysięcy
kilometrów (gdy noga podeszła!).
Drodzy ojcowie
chodźcie na rower!
A czy jest forma...
Nikt się nie dowie.

Teraz zapowiadana ciekawostka: wynalazca roweru – Karl Friedrich Christian Ludwig Freiherr Drais von Sauerbronn – oprócz tego, że też miał ojca i zbudował prototyp roweru, wynalazł również maszynkę do... mielenia mięsa.

Atol Kraśnik, czyli wyścig w Kraśniku po raz kolejny!

Witajcie wszyscy spragnieni rowerów i rowerowych podbojów! Szukacie wrażeń, a potzreba wam czasu, by coś zaplanować? To dobrze trafiliście! Przed wami wyjątkowa okazja!

Mamy czerwiec, ale już teraz zarezerwujcie sobie termin 3. września 2017 – wieść niesie, że w Kraśniku odbędą się wtedy nieoficjalne mistrzostwa świata dla mieszkańców okolic i przy-jezdnych. Do walki będzie można stanąć w korbach i z kaskiem, ale do końca dotrwają jedynie ci, którzy będą mieli pod nogą dwukołowca i jakieś kilkaset watów mocy. Jako współorganizator zadbamy o to, by jazda została wam na długo w pamięci. A kiedy przyjedziecie już na metę, to będziemy stali tuż obok, czekając na was. Powiecie nam, co i jak, a my damy z siebie jak najwięcej, żebyście wy też chcieli z siebie dawać maksa.

Póki co, do wydarzenia daleko, ale dla wszystkich zainteresowanych podrzucamy link do wydarzenia na Facebooku. Śledźcie je, zapisujcie się i widzimy się na wyścigu (a może wcześniej? No w każdym razie, zapraszamy!).

 

 

Zdrowie jest w życiu najważniejsze!

"Podobno nie można żyć bez miłości. Tlen jest ważniejszy" – dr House

Banalne? Złośliwe? A może prawdziwe? Cokolwiek byśmy nie robili, bez tlenu długo nie pożyjemy. Dotleniony mózg szybciej myśli, dotlenione mięśnie lepiej się regenerują, a i im więcej tlenu... tym więcej można spalić. Paradoksalnie, potrzebujemy też tlenu, by napompować nasze koła w rowerze. A skąd ten tlen brać?

Najlepiej go pozyskać, ćwicząc na świeżym powietrzu. Może to być rower, ale także bieganie, spacery. Najlepszym dowodem na znaczenie tlenu w sporcie i aktywności fizycznej w ogóle, jest to, że nierzadko sportowcy na dzień przed zawodami śpią w tzw. namiotach tlenowych, gdzie ilość tlenu jest odpowiednio podwyższona. Gdyby chcieć porównać nasze płuca do tancerzy, to byliby to dwaj najbardziej głodni parkietu mistrzowie świata. Płuca chcą tańczyć, my chcemy żyć. I tak to się może razem z kołami roweru kręcić.

Bo czemu rower? To właśnie na nim możemy spędzić cały dzień, zwiedzając przepiękne okolice lub trenując zawodowo i wciskając w korby więcej, i więcej, i więcej! A i wbrew powszechnej, a nieprawdziwej opinii, rower NIE zużywa stawów! Rower stawy może ROZRUSZAĆ, żeby się nie ZASTAŁY. Nie wierzycie? Spytajcie więc kiedyś pewnego seniora, który przemieszcza się rowerem. On będzie wiedział, co mówi.